Mam na imię Maciej, mam 36 lat. Od kilku lat chodziłem do lekarza, ponieważ miałem dziwne dolegliwości bólowe w nogach i na kręgosłupie. Mój lekarz leczył mnie na neuralgię oraz zagazowane jelita. Rok temu oprócz dolegliwości bólowych takich jak się odczuwa gdy się przeciąży kręgosłup doszedł ból jaki sprawiała mi płynąca woda na moje ciało. Zwykły prysznic sprawiał mi ból i to właśnie ta informacja spowodowała, że mój neurochirurg wysłał mnie na rezonans magnetyczny kręgosłupa.
Wynik badania postawił w osłupianie mojego prowadzącego mnie od wielu lat lekarza.

No i tak rozpocząłem swoje wizyty po lekarzach w Polsce. Odsyłali mnie od jednego do drugiego, myślę że znają to Ci którzy słyszą diagnozę zbliżoną do mojej, wiec w tym nie czuję się osamotniony. Postanowiłem walczyć z tym niechcianym gościem na moich plecach.

W przeciągu czterech miesięcy przeszedłem szereg ciężkich neurochirurgicznych operacji , między czasie zahaczyłem także o torakochirurgie, bo pech chciał, że rozległość zabiegu zahaczyła o opłucną. Gdy dziś wspominam ból jaki towarzyszył mi przy złapaniu oddechu, przeklinam moją zgodę na każdą z operacji.

Mój ból, z jakim się zmagałam po usunięciu fragmentów dwóch żeber, trzonów był tylko wstępem do tego co nastąpiło później. Gdy przestałem chodzić, pomyślałem, że gorzej być nie może.

Ja samodzielny, aktywny facet, pełen pasji do łowienia ryb, do majsterkowania mam być uzależniony od innych, nie może być. Pomyślałem, wolę nie żyć, niż pozwolić by moja żona musiała mi asystować przy podstawowych potrzebach życia codziennego, jakże się myliłem. Człowiek ma w sobie siłę walki i uwierzcie mi, jest w stanie wiele znieść.

Mój niechciany gość nazywa się" Ephitheliod hemangioephitelioma", jest równie skomplikowany jak jego nazwa, ponieważ co go wytną to wzbiera na sile i się odbudowuje.

Po 9 miesiącach od diagnozy lekarze wpadli na pomysł, by radioterapią potraktować intruza. Jak się okazało bez efektów. Padł zatem pomysł chemii, która także nie pomogła. W mojej ocenie zaszkodziła ponieważ pojawiła się otwarta rana na plecach w miejscu gdzie byłem operowany. Po konsultacjach z neurochirurgami szybko przestałem brać chemię ponieważ ona mogła spowodować moją szybką śmierć...

Ta siła walki popchnęła mnie do poszukiwań leczenia. Nadzieja na drugie życie przyszła do mnie od niemieckiego profesora, który po zapoznaniu się moim "gościem" orzekł, że jest gotów mi pomóc.

Idąc za pomysłem wystąpiłem z wnioskiem do Narodowego Funduszu Zdrowia o zgodę na pokrycie kosztów operacji za granicą, jak się okazało to czasochłonna procedura, a mój czas się kończy. Dlatego też nie pozostaje mi nic innego jak prosić ludzi o pomoc finansową, by wsparli mnie w uzbieraniu 150.000 zł.

Na rzecz walki z moją chorobą zawiązał się Komitet "Mój niechciany gość - Rak", który zbiera dla mnie pieniądze, by przeznaczyć je na operację w klinice w Berlinie i pokryć koszty związane z leczeniem stałą rehabilitacją po operacji.
Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu z was nie "doczyta" nawet do końca mojej historii, czy się dziwię? Nie, otóż moja choroba doświadczyła mnie tak bardzo, że wiem iż pomoc częściej nadchodzi od tych po których się pomocy nie spodziewam.
Zatem dla tych, którzy czytając to wszystko, nadal tu są, APELUJĘ, jako zwykły człowiek, całkiem młody, normalny tata, mąż, taki zwykły Ja, o POMOC.

Każde 10 zł przybliża mnie do operacji, dlatego też proszę was bliskich jaki zarówno obcych mi ludzi o POMOC.

Nr Konta :
Właściciel konta :

Bank :
SWIFT :
IBAN :
Tytułem :
62 1090 1258 0000 0001 2307 4361
Maciej Uzarski
ul. Górna 4 / 3, 63-800 Gostyń
BZWBK S.A o/ Gostyń
WBKPPLPP
PL
POMOC DLA MACIEJA

Można także przekazać 1% z podatku dla Stowarzyszenia, którego jestem podopiecznym.
Dane potrzebne do przekazania 1% to:

KRS 0000151452
CEL SZCZEGÓŁOWY 1% " POMOC DLA MACIEJA UZARSKIEGO"

Koniecznie trzeba zaznaczyć:
- pozycję 134 - wyrażenie zgody
- pozycję 135 - wpisać swój telefon lub adres email.